Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa na dworze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa na dworze. Pokaż wszystkie posty

100/100

16 komentarzy dodaj komentarz!

wtorek, 24 lutego 2015


Tak, tak! Dzisiaj mija 100 dni odkąd założyłam bloga, a co za tym idzie - zaczęłam pracować z tym moim couch potato! Z tej okazji w niedzielę wybrałyśmy się do Puszczy Kampinoskiej... To miał być prawdziwy sprawdzian tego, czy w ogóle jakkolwiek ruszyłyśmy się do przodu, czy stałyśmy w tym samym miejscu do 100 dni temu. 



Zabrałam smaczki, zabawki, sprzęt foto oraz statyw i ruszyłyśmy z nadzieją, że nie ośmieszymy się przed resztą ekipy :) Fibi z całej spacerowej gromadki była najmniejsza. Spacerowały jeszcze 3 bordery i 3 spore mixy, więc tylko Fibi była taka krótkołapa. Istniało ryzyko, że nie podoła w połowie dystansu i trzeba będzie wracać do domu, że nie spodobają jej się nowe pieski, że nie będzie chciała biegać, że zwieje i nie wróci, że zostanie poturbowana przez 3x większe psy...

Ale zdecydowanie stanęła na wysokości zadania! Dla przypomnienia...

100 dni temu:
× spacery bez smyczy były marzeniem
× spacery z małymi psami były średnio komfortowe, a co dopiero z czworonogami wielkości borderów
× praca na dworze (komendy) kończyła się na uleganiu rozproszeniom
× próba szarpania się zabawkami na dworze kończyła się na niczym
× podobnie kończyło się z mizianiem

A teraz... Skomentuję to filmem z niedzielnego spaceru. Zobaczcie sami! ;)



Na filmie znajdziecie niezastąpionych...

Korso i Lara         Uzi           Lilou          Beryl            Dinohy


Co dalej? Nie mam zielonego pojęcia. Na pewno będziemy kontynuować sztuczki oraz spacery, bo nie sądzę, żebyśmy osiągnęły 100% swoich możliwości. Stać nas na więcej! Problem w tym, że do systematycznej pracy potrzebujemy motywacji. Do tej pory takim motorkiem był projekt 100/100, a teraz... Macie pomysł na coś podobnego? :)

Niebawem wystartujemy też z pierwszą recenzją, planujemy wzbogacić dział DIY. Mam nadzieję, że przy tym nie zabraknie mi tematów do normalnych postów, które do tej pory opisywały to jak nam idzie nasz projekt...

Ale mam dla Was coś jeszcze! Coś, czego z naszej spacerowej paczki brakowało tylko nam i coś, na czego brak niektórzy z Was narzekali w prywatnych wiadomościach. Coś, dzięki czemu szybciej dowiecie się o postach i coś, co... warto lajknąć!



A już na sam koniec mam do Was gorącą prośbę: ankieta! "Zajmie Wam tylko kilka minut", a mi pomoże ocenić, czy blog spełnia swoje funkcje. A przede wszystkim - wyznaczy dalszy kierunek.



A tak bawiła się cała zgraja, czyli klasyczny film ze spaceru! :)

20/100 - jak giną małe białe pieski

12 komentarzy dodaj komentarz!

niedziela, 7 grudnia 2014


Grudzień mamy! Czas zakupowego szaleństwa, czas pieczenia, przesiadywania długich godzin przy wigilijnym stole, czas zerkania na wagę i załamywania rąk nad cyfrą z przodu, ale nade wszystko - czas obsypywania bliskich upominkami! Fibi nie musiała wypatrywać pierwszej gwiazdki, bo pierwszy świąteczny prezent dostała już dziś. Wybrałyśmy się sprawdzić, ile nieogarnięty westie ma wspólnego z hopsaniem przez tyczki.
Myśl o agility przemykała mi co chwilę od dłuższego czasu. Nie od wczoraj, nie od roku, a niemalże od pierwszego dnia, gdy zobaczyłam ten mały biały kłębuszek. Najpierw na treningi nie pozwalał mi portfel, potem brak czasu. Potem emocje opadły i dotarło do mnie, że właściwie co fajnego jest w skakaniu między plastikiem? Jednak ostatnie wydarzenia i postęp w naszej relacji sprawił, że stanęłyśmy w miejscu. Potrzebowałyśmy odświeżenia i pomocy z zewnątrz, czegoś co utrwaliłoby dotychczasowe osiągnięcia i pchnęło nas dalej. Doszłam do wniosku, że jakikolwiek sport będzie odpowiedni.

Zaczęłyśmy więc amatorsko turlać dyskiem, ale przekonywanie lenia do złapania frisbee w locie zamiast machania w jego kierunku łapkami szło tak mozolnie, że znów utknęłyśmy. Aż przypomniałam sobie o agility. I tak pojechałyśmy dzisiaj sprawdzić swoje możliwości. Smaczki, szarpak, woda, miska i w drogę!


Na miejsce wybierałam się z myślą, że pewnie poskaczemy przez hopki i nie będzie tak źle, w końcu każdemu psu zdarzyło się kiedyś coś przeskoczyć. Może i tym razem uda się wyjść z tego z twarzą...? Może nie wyda się, że w takiej konkurencji najlepiej wychodzi nam siedzenie na widowni. Że punktem centralnym jest nie przeszkoda, a smakołyk, który trzymam w ręce?

Błąd. Hopek nie było. Rozpostarto przed nami tunel. Tunel! Tunel straszny, długi i w ogóle, pożerający żywcem! I co z tego, że mama jest na drugim końcu, skoro w między czasie pewnie coś mnie chapsnie i zaciągnie w ciemny kąt. Lepiej tam nie wchodzić! Wczołgałam się do środka z garścią smakołyków (ah, kurtka do prania :D). Widok psa na drugim końcu, ze ślepiami jak 5zł, bijącego się z myślami... smaczek.. ale umrę.. ale smaczek! Ale to pożera.. Ale taka dobra kaczka.. ale tunel, rany! Pierwsza próba się nie liczy, bo zapomniałyśmy przełączyć bieg z wstecznego na pierwszy i zwolnić hamulec ręczny... Ale po paru minutach się udało! A po parunastu okazało się, że ten mały nieogarnięty weścik przecina tunel bez żadnego oporu i z radością podbiega do mnie smaczków na drugim końcu. 

Nie wiem z czego bardziej się cieszę. Z tego, że pies po prostu pokonał przeszkodę i może zaczniemy patatajanie na placu, czy z tego, że jest do dowód zaufania i świadomości mojego wsparcia? :)

powiedziałabym Ci że za Tobą nadjeżdża nasz pociąg, ale chcę zobaczyć Twoją minę
i to jak będziesz w biegu zbierać plecak za 3, 2, 1...
Po wyczerpujących przebieżkach z przeszkodami przyszedł czas na mały socjal. Fibi zakumplowała się ze wszystkimi cztero- i dwunożnymi istotami na placu. Przekrój psiaków od małego szelciaka, przez bordera po borzoja, przy czym w pewnym momencie tak jej się spodobało zawieranie znajomości i robiła to tak nachalnie, że od bordera dostała czerwoną kartkę. Borzoj jej nie podszedł, bo choć biały, to jednak wciąż za duży, więc lepiej od niego zwiewać.. Za to znalazła bratnią duszę w szelciaku, z którym w mig założyła kapelę. Kiepsko jednak dobrali repertuar, który nie był do zniesienia dla żadnego z dwunogów... ;) Mimo wszystko wciąż niepewnie podchodzi i bawi się z każdym psem, potrzebuje trochę czasu na otwarcie się, czy to przed małym, czy przed większym futrzakiem. Co mnie zaskoczyło, przy każdej psiej wędrówce, choćby z drugiego końca placu, chętnie do mnie smaczków wracała. W szaleńczym pędzie, potykając się o własne nogi. 

Ostatni plus dzisiejszego wypadu - Fibi po raz kolejny udowodniła, że potrafi być miejskim psem. Pociąg, autobus, a nawet metro - poza ruchomymi schodami w tym ostatnim miejscu, nic nie stanowiło dla niej problemu. A ile ludzi wyciąga do niej łapki... Oczywiście tylko jak jest czysta... ;)

10/100 - ogromny krok dla terriera

6 komentarzy dodaj komentarz!

czwartek, 27 listopada 2014

W końcu słońce! Do Warszawy zawitało całe półtora dnia zawiniętych w dobrą pogodę... Być może to pchnęło nas do przodu. Niedziela i poniedziałek były dwoma dniami, które na dobre zapadną mi w pamięć. Po raz pierwszy od 5 lat spuściłam psa ze smyczy. Co więcej, ten pies wcale nie miał w zamiarach zwiewać ode mnie póki miał na to szanse, a zwyczajnie podążał za mną, co do niedawna nawet na smyczy było ciężkie do osiągnięcia! 

Zaczynam się bać. Mamy raptem 10 dni za sobą, a ostatni weekend przyniósł takie zmiany, że jeśli tak dalej pójdzie, pod koniec wyzwania nie będziemy wiedziały co ze sobą zrobić! Fibi wszystko łapie błyskawicznie. No, może oprócz sztuczek, bo do nich brak jej cierpliwości... ale pracujemy nad tym! ;)

W ciągu kilku ostatnich dni Fibi utwierdziła mnie w przekonaniu, że to ze mną, a nie z nią jest problem. Nagle okazuje się, że możemy się bawić i żyć ze sobą, a nie obok siebie. Wystarczyło paręnaście dni, okrzykniętych niemożliwymi do nadejścia od 5 lat... ;)



~ * ~

SOBOTA 22.11 - ŚRODA 26.11
✓ nasza relacja: coś, o czym od dawna marzyłam. Cmokam, wołam, uśmiecham się - pies do mnie przybiega z tak samo pozytywnym nastrojem. Bez proszenia, bez zmuszania. Przybiega i się bawimy, tarmosimy, szarpiemy. Nie zawsze ma na to ochotę - to jest jeszcze do poprawy. Ale zdecydowanie odkryłyśmy pomiędzy nami zakurzoną nić porozumienia. Także podczas zabawy smaczki tylko gromadzą się w naszym pełnym pyszności słoiku. Coraz częściej mogę Fibi nagradzać zabawą ze mną albo zabawą szarpakiem, co jest ogromnym ułatwieniem - na smaczki za bardzo się nakręca i często zapomina przy tym mózgu.
✓ zabawa w domu: ostatnio spotkał nas na spacerze deszcz, a po deszczu, przy białym psie... obowiązkowa jest wizyta pod prysznicem. To, co dzieje się potem to chyba ulubiony element kąpieli Fibi, i dla mnie i dla niej! Biorę ręcznik, siadam na podłodze, 'rozpościeram' go przed psem - a ta rusza na mnie i dopiero zaczyna się prawdziwe tarmoszenie. Tak, wycieranie pyska w ręcznik to ulubiona zabawa. Bo wymiziają, powyciągają na wszystkie strony, podroczą się... Ale tym razem zwieńczyłyśmy to innym pozytywnym akcentem - Fibi bardzo chętnie poszarpała się... ręcznikiem, choć do tej pory o ile w ogóle to robiła, wybierała zwykły polarowy szarpak. Ciekawe co jeszcze jej w zęby wpadnie ;)


✓ zabawa na dworze i przywołanie: postanowiłam to ująć razem, bo jest to ze sobą jakoś powiązane. Jak wspominałam, ostatnie spacery były ogromnym krokiem, skokiem wręcz, do przodu. Stało się coś, o czym do tej pory myślałam jak o odległym, bardzo odległym sukcesie - w końcu mamy 100 dni na osiągnięcie 100% sukcesu. Ale moja piesa postanowiła przyspieszyć proces. Co się stało w niedzielę, chyba najlepiej dokumentuje film z początku posta. Stanowi pamiątkę dwóch osiągnięć: naprawdę intensywna zabawa szarpakiem na dworze oraz... bieganie bez smyczy! Szczególnie w drugiej kwestii jeszcze sporo pracy przed nami i zdaję sobie sprawę, ze to dopiero początek początków początków swobodnego biegania na smyczy i odwoływania się od różnych nęcących rozproszeń, ale... przecież zaczęłyśmy ten projekt 10 dni temu! 10! Nieco ponad tydzień! Pracę nad przywołaniem wałkujemy od paru długich tygodni, ze znikomymi efektami. A tu nagle taki triumf :) Wydaje mi się, że to ogromna zasługa poprawy tego, co siedzi między nami i pokazania psu, że od teraz bawimy się w to całe życie razem. Jedno osiągnięcie pociągnęło za sobą zalążek kolejnego. Byłam kiedykolwiek bardziej dumna z siebie i mojego kaloszka...?
✓ sztuczki: eee... tak :) wciąż uczymy się odróżniania lewej od prawej łapy i idzie nam to niby dobrze, a z drugiej strony mam wrażenie, ze przypadkowość trafiania w akurat lewą lub akurat prawą wynosi 99%. Pies ma szczęście po prostu... albo faktycznie rozróżnia lewą od prawej. Z drugiej strony, czasem na lewą podaje mi prawą i na odwrót. Sama już nie wiem, czy to przekorność terriera czy głupota konkretnego egzemplarza ;)

~ * ~

Niedługo chyba możecie spodziewać się bonusowego posta o odnowionym kwadratowym psie... czyli dzisiaj przyszła maszynka do strzyżenia, a ja mam zero doświadczenia. Fajnie by było, gdyby Fibi wyszła z tego cało.

5/100 - niespodzianka!

4 komentarze dodaj komentarz!

piątek, 21 listopada 2014

Czy tylko nam ostatnie pięć dni upłynęło pod znakiem deszczowej, zniechęcającej do wszystkiego pogody? Nie dało się nawet wyjść na dłuższy spacer, żeby parę razy zachęcić psa do zabawy. Powroty do domu oznaczały ciągnący się za nami ślad błota. Niskie temperatury sprawiają, że zamiast spacerować, jak najszybciej biegniemy do domu, tym bardziej, że obydwie jesteśmy ciepłolubne. Pies sam po załatwieniu najważniejszych potrzeb truchta do domu, wobec tego albo ćwiczymy mało, albo w domu to, co ćwiczyć możemy. Pogoda zdaje się mówić nie pójdzie ci wcale tak łatwo z tą setką, o nie! ;)



To, co zadziało się w środę nie powinno wyjść na światło dziennie. Naprawdę. Wyszłam z psem na spacer, a pies nic. Ani me, ani be, bawić się nie chce, ucieka ode mnie, patrzy na mnie z miną jesteś najgorszą właścicielką pod słońcem. Podbiegał i się wycofywał, z obrzydzeniem na pysku. Sprawa się szybko wyjaśniła - na bucie miałam psią niespodziankę. A że piesa moja elegancka, to się z człowiekiem-gównem bawić nie będzie...
W czwartek piesa została odchudzona o ¼. Nowa szczotka zapożyczona od Heaven spisała się doskonale, chociaż jestem przerażona ilością kudłów Fibi. Bo po dwugodzinnym czesaniu psa od góry do dołu, od dołu do góry, od lewej do prawej, od środka do lewej i tak dalej, wciąż mogłabym siedzieć i wciąż wychodziłoby z niej tyle samo białego puchu. Litości! Dobrze, że nie gubi tego po dywanach i kanapach!

~ * ~

PONIEDZIAŁEK 17.11 - PIĄTEK 21.11 
✓ nasza relacja: kiedy siadam w piątek i przypominam sobie poniedziałek, widzę sporą poprawę! Na początku tygodnia Fibi nawet nie chciała do mnie przybiegać, kiedy kucałam i ją wołałam. Natomiast w środę sama zgłosiła się na mizianie, a przez pół piątku marudziła i próbowała zwrócić na siebie uwagę. Przez jednych takie jęczenie z pewnością nie jest pożądane - dla mnie to bardzo dobry znak. Pies mnie spostrzegł. Od pięciu lat mnie z własnej woli nie widział. Co ciekawsze, sam wychodzi z inicjatywą zabawy. W głowie Fibi chyba zakiełkował zalążek współpracy... ;)
✓ kontakt wzrokowy: psa się powoli uczy, że jak wystaje mi coś dziwnego z kieszeni kurtki, to warto się na nią pogapić, wykazać trochę inicjatywy i wzrokiem wyperswadować chociaż krótkie poszarpanie się tym tajemniczym pluszakiem! Zaczyna łapać kontakt wzrokowy nawet na dworze, ale nie jest jeszcze wpatrzona we mnie jak w obrazek. Jednym uchem wciąż jest "na spacerze". Łatwo się rozprasza - nie udaje jej się wiercić mnie wzrokiem przez minutę czy dwie w oczekiwaniu na to, że rzucę jej zabawkę. Szczeknięcie z daleka, niezależne od nas, łatwo wytrąca mi psa z koncentracji.
✓ zabawa w domu: nie mamy z tym już żadnych problemów - w czwartek i piątek zabawa szarpakiem stanowiła nagrodę za dobrze wykonane sztuczkowe ćwiczenia. Poza tym w domu staram się z nią nie bawić, żeby na dworze miała pretekst do uzupełnienia niedosytu.
✓ zabawa na dworze:  pluszak z Biedronki rządzi. W poniedziałek Fibi pozytywnie zaskoczyła mnie, gdy na chwilę zainteresowała się psem, który także wyszedł na spacer, ale z dziwną łatwością dało ją się z powrotem zachęcić do zabawy. Byłam fajniejsza niż napotkany kundel! Pierwszy raz w życiu chyba ;) W pozostałe dni pogoda wcale nie zachęcała nas do dłuższych wyjść, więc skupiłyśmy się na pracy w domu. 
✓ przywołanie = zabawa bez trzymanki: puszczam smycz i zachęcam psa do zabawy - łączę poprawę relacji z nauką chodzenia bez smyczy. Bardzo pomaga mi to w nauce przywołania/odwołania. Zaszczepiając psu w głowie myśl, że fajnie jest się bawić, prościej mi będzie nauczyć ją przybiegania na zawołanie z szarpaniem jako nagrodą. Obecnie Fibi angażuje się w zabawę i podczas samych psot mogę spokojnie smycz puszczać. Gorzej z samym przywołaniem. Jesteśmy na etapie dobra, dobra, przybiegnę jak mi z oczu znikniesz i spanikuję, że Cię nie ma...
✓ sztuczki: czwartek to dzień trzymania ołówka. Idzie nam to bardzo dobrze, ale staram się psu nie stawiać zbyt dużych wymagań. Na chwilę obecną szlifujemy puszczanie przedmiotu na komendę, a nie wypluwanie ołówka wedle własnego uznania. Sukcesy na tym polu baaardzo nas cieszą i z pewnością przyczyniają się do pogłębienia wszelkich pozytywnych uczuć. Piątek spędziłyśmy na nauce krzyżowania łapek. Metodę na naukę tej sztuczki znalazłyśmy u Natalii. Oczywiście okazało się, że metoda, która działa na każdego psa, na mojego działać nie chce, bo to pies specjalnej troski jest i wymaga osobistych dostosowań. Bo to kaloszek, który w pracę na smaczki angażuje się całym swoim sercem! I tak gdy proszę o jedną łapę, dostaję dwie. Tylko do cholery z czym je skrzyżować? ;) Czasem dostaję zamiast jednej łapki, to pysk. Albo pysk i łapkę. Albo pysk, łapkę i ślinę. I uśmiech od ucha do ucha, bo to świetna zabawa jest. ;) Dziś skupiłyśmy się tylko na odróżnieniu łapy prawej od lewej i jednej od dwóch.
✓ aport: wyszedł zupełnie przypadkowo. Rzuciłam psu zabawkę w nagrodę i nagle okazało się, że mam psa, który ogarnia jednocześnie chodzenie i trzymanie czegoś w zębach. Mało tego, wchodzi z tym do windy i przechodzi przez próg mieszkania. Odkryłam nową funkcję mojego kaloszka!

~ * ~

Przez 100 dni pisząc posty co takiego robiłyśmy trzy dni temu pewnie wymięknę za jakieś dwa tygodnie, dlatego pytanie do mniej lub bardziej zaangażowanych odbiorców: o czym jeszcze chcecie posłuchać? ;)